Ta głupia wojna
Wysłannik prezydenta USA ds. misji specjalnych, Richard Grenell napisał przedwczoraj na najgorszej platformie społecznościowej w historii, że Donald Trump ma absolutną rację, że Stany potrzebują Grenlandii. W tym krótkim, składającym się z trzech zdań wpisie trudno doszukiwać się logicznego powiązania między tworzącymi go zdaniami. Gdyby się jednak podjąć tego trudu, to z całości wypowiedzi wynikałoby, że uzasadnieniem dla przejęcia Grenlandii jest nie tylko bezpieczeństwo narodowe USA, ale też fakt, że kraje należące do NATO nie śpieszą się z entuzjastycznym poparciem amerykańskiego ataku na Iran.
Sam wpis nie ma dużego znaczenia i pewnie przejdzie bez większego echa. Szkoda, bo chciałbym zobaczyć, jak w polskich mediach jakiś chłop w garniturze z pełną powagą tłumaczy logicznie uzasadniony plan, którego częścią miałby być postulat przejęcia Grenlandii ze względu na stosunek Europy do podpalenia Bliskiego Wschodu przez amerykańską małpę z brzytwą.
Powoli jednak chyba zaczyna do polskich ekspertów docierać, że tego planu zwyczajnie nie ma i doszukiwanie się go, to zwyczajnie narażanie się na śmieszność. Ale jeszcze w sobotę i niedzielę nie docierało. Nie wiem, może to tylko moje złudzenie optyczne i subiektywna perspektywa, ale nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że większość ekspertów, próbujących na gorąco w sobotę i niedzielę wytłumaczyć amerykański atak, uporczywie trzyma się rzeczywistości, która nie istnieje co najmniej od ponad roku.
Próba doszukiwania się przez nich planu, sensu i logiki w działaniach USA to tkwienie w paradygmacie, w którym Stany wciąż są policjantem świata i skoro kogoś atakują, to należy ufać, że jest to atak godny i słuszny, podyktowany zapewne koniecznością zaniesienia tam demokracji.
Fakty są takie, że nie ma żadnej irańskiej opozycji realnie gotowej do przejęcia rządów. Nie ma też amerykańskiej inwazji lądowej, koniecznej do obalenia reżimu. To ostatnie może się zmienić, ale nie ze względu na jakiś plan, przeciwnie: ze względu na to, że mimo amerykańskich ostrzałów Iran wciąż stoi, a konflikt ku zaskoczeniu administracji USA rozlewa się na całą Zatokę Perską, zahaczając nawet o Cypr i nie wygląda na to, żeby miał się skończyć szybko, czego skutki odczuć może bezpośrednio cały świat. Sytuacja USA w Iranie zaczyna powoli już teraz przypominać rosyjską dwutygodniową operację specjalną w Ukrainie, której niedawno stuknęły cztery lata. Trump traci z tego powodu poparcie elektoratu nawet wśród wyborców republikańskich, a przecież unikanie wojen było jego koronną obietnicą wyborczą obok deportacji migrantów. I nikt w administracji USA nie potrafi irańskiej wojny spójnie uzasadnić. Nie wiadomo, jaki jest jej cel, jaka jest strategia wyjścia, co byłoby zwycięstwem, co byłoby porażką.
Sam Trump najpierw mówił publicznie o zmianie władzy w Iranie. Potem, po śmierci Chamaneiego, że jest gotów dogadywać się z ajatollahami, bo teraz będzie to łatwiejsze. Chwilę później, że nie będzie z nimi rozmawiał, bo za późno. Amerykański sekretarz wojny (nie obrony), Pete Hegseth krzyczał coś o tym, że nie popełniają oni głupich błędów poprzedników i ta ich wojna na Bliskim Wschodzie nie jest głupia, tylko właśnie jest sensowna, a cele ma… no jakieś tam ma, w żadne zmiany władzy i wprowadzanie demokracji się nie będziemy bawić, będziemy się napierdalać. Prawdy dotknął (choć chyba niechcący) Marco Rubio, mówiąc, że USA dokonały uderzenia wyprzedzającego uderzenie wyprzedzające. Bo Iran zaatakowałby pierwszy, po tym jak zostałby zaatakowany. A zaatakowany miał być oczywiście przez Izrael, co każe, zwłaszcza amerykańskim wyborcom, zadawać pytanie: czyją politykę realizują Stany? Czy Ameryka Znowu Wielka polega na byciu chłopcem na posyłki innego kraju?
Ameryką rządzą kretyni, czego najjaskrawszymi przykładami są Hegseth i Trump, można więc zakładać, że sądzili, iż po śmierci “głównego złego” Iran sam zacznie błagać o litość i zaprzestanie ataków, bo tak się dzieje w filmach. Ale to oczywiście wyłącznie domniemania. Nadal jednak będą bliższe prawdy, niż opowieści ekspertów implikujące, że tu jest jakaś logika, ład, porządek i ratowanie świata. I choć powoli zauważają oni, że planu nie ma, bo ten słoń w pokoju zrobił się zwyczajnie zbyt ogromny, to wciąż robią wszystko, by w swoich analizach ignorować niektóre fakty.
Ignorują na przykład to, że Donaldowi Trumpowi bliżej do autokratycznego watażki, niż głowy demokratycznego kraju. A autokratyczni watażkowie wywołują wojny na potrzeby wewnętrznej polityki. Patrz: Benjamin Netanjahu, któremu po 7 października 2023 wzrosło poparcie wśród zmilitaryzowanego społeczeństwa Izraela, a przy okazji tkwienie w stanie wojny pozwala mu uniknąć stanięcia przed izraelską prokuraturą w związku z wiszącymi nad nim zarzutami korupcji. Z kolei amerykańsko izraelski atak na Iran sprawił, że izraelska scena polityczna mówi dziś jednym głosem. Tamtejsza opozycja zawiesiła spór polityczny na rzecz wyrażania poparcia dla ataku; taki dziś mamy w Izraelu klimacik.
I w takich, mało demokratycznych, kategoriach należy także rozpatrywać decyzję amerykańskiej administracji o ataku na Iran. Nie bez znaczenia pozostają tu takie rzeczy jak napięcia związane z ICE mordującą obywateli na ulicach, czy maile Epsteina. W tej ostatniej sprawie w zeszły piątek za zamkniętymi drzwiami zeznawał Bill Clinton. Natomiast dwa dni wcześniej CNN donosiła, że z dokumentów zniknęły kluczowe materiały, w tym zeznania kobiety oskarżającej Donalda Trumpa o napaść seksualną i wykorzystywanie jej od 13. roku życia. Siłą rzeczy te wydarzania zdają się przejść bez echa.
Równie uderzającym jest fakt, że większość polskich “analityków” i “ekspertów” robi, co tylko może, żeby nie powiedzieć negatywnego słowa o zbrodniczym państwie Izrael. A przecież hipoteza o tym, że atak na Iran, ostatni kraj na Bliskim Wschodzie zagrażający Izraelowi, jest realizacją izraelskiej polityki amerykańskimi rękami nasuwa się sama.
Ja oczywiście nie wiem, jaki jest jeden, ostateczny konkretny powód zaatakowania Iranu, czy też tego, dlaczego nastąpiło to teraz. Wiem jednak, że doszukiwanie się w tym walki dobra ze złem to coś, co mogło jeszcze przejść w 2003, ale teraz jesteśmy już na to wszyscy za mądrzy. A udawanie, że USA i Izrael w starciu z reżimem ajatollahów dysponują jakimkolwiek etycznym mandatem do tego, żeby narzucać Iranowi swoją wolę przemocą jest zwyczajnie idiotyczne i niesmaczne.
Niektórzy już przebąkują o III Wojnie Światowej. Czy to już? Może tak, może nie, nie wiadomo. Pewne jest natomiast, że jesteśmy świadkami jednej z najgłupszych wojen w historii USA, a może i świata. Oto wojna, która jest godną konkurencją dla Wielkiej Wojny Emu, jaka przetoczyła się przez Australię w latach 30. i zakończyła się poprzez… zaniechanie działań z braku pomysłów.
Możesz też rozważyć wsparcie na Patronite, Patreon lub Tipply gilotynowego projektu, na który składają się teksty, filmy, podcasty i streamy. Nawet drobny grosz ma znaczenie dla jego rozwoju. Elo.




Wojna z Iranem chwilowo zagłuszyła w mediach "pliki/dokumenty" Epsteina, ale nie podniosła notowań Dyniowatego w społeczeństwie. Dostarczyła nawet nowej linii do atakowania go, bo ludzie zaczęli pytać, czy Barron (najmłodszy syn Dyniowatego) pójdzie walczyć.
Administracja Wielkiego Grubego Pana nijak nie umie spójnie wyjaśnić czemu do tej wojny doszło i ludzie to widzą.
Mamy potwierdzone doniesienia, że oficerowie średniego szczebla (mowa o pułkownikach głównie) wmawiali swoim podwładnym, że celem wojny jest... przyspieszenie powtórnego nadejścia Chrystusa albo Armageddonu. No ale religijny fanatyzm to podobno tylko w kraju ajatollahów istnieje.
Czy ta wojna może się stać "3 dniową specjalną" dla USA? Owszem, tak. Ale będzie też wtedy tym samym dla ludności Iranu, a dla irańskich Kurdów już się proponuje rolę DRŁ/ŁRL, z całym "dobrodziejstwem" pełnienia tej funkcji.
Konflikf ten w dodatku przynosi same szkody i koszty dla krajów NATO i nijak pozytywnie nie wpływa na sytuację Ukrainy w jej obronie przed moskalskim najazdem.
Czy ciekawe czasy mogły by się już skończyć? Bo dla mnie trwają od 1989 roku i końca ich nie widać...
Co za zaskoczenie, że wyścig zbrojeń prowadzi do wojen i kolejnych poziomów eskalacji. Szkoda, że w kwestii wojny NATO-Rosja ukraińskimi rękami NATO-lewica nie wykazuje nawet grama rozsądku i ciągnie się w ogonie propagandy Sikorskiego.
W starciu USA & Izrael vs Iran już upadł jeden z dogmatów polskich militarystów, zgodnie z którym pozwalanie USA na stacjonowanie wojsk i budowanie instalacji wojskowych, to gwarancja bezpieczeństwa.