One big beautiful World Cup
FIFA zawsze była mafią, być może drugą na świecie zaraz po Kościele Katolickim. Ale nigdy dotąd nie była w tym tak obsceniczna jak obecnie. Organizacja mundialu w faszystowskich Włoszech w 1934 roku była - przekładając z ówczesnych realiów na dzisiejsze - bardziej subtelna, niż to, co się dzieje właśnie w USA. Co prawda Mussolini osobiście wybierał wtedy sędziów, ale dziś wszystko dzieje się w ramach o wiele bardziej medialnego spektaklu całodobowej relacji, gdzie to co naganne i nieprzepisowe staje się po prostu kolejną warstwą rozrywki dostarczanej przez całe przedsięwzięcie.
Najpierw były problemy z wjazdem na teren USA, przez co jedni mieli problemy na lotniskach, a inni zostali zawróceni - w tym oficjalny sędzia piłkarski FIFA z Somalii, Omar Artan. Zaraz potem okazało się, że reprezentacja Iranu nie może rywalizować na równych zasadach. Rozgrywała swoje mecze grupowe na terenie USA, ale administracja Trumpa nakazała jej przybywać na teren kraju w dniu meczu i opuszczać zaraz po zawodach. W efekcie sztab w ostatniej chwili zmieniał bazę na Meksyk, a same podróże miały niebagatelny wpływ na formę irańskich graczy. Dodatkowo zostali oni pozbawieni własnych mediów, bo dziennikarze zostali zawróceni do ojczyzny. W końcu dostaliśmy taką oto sportowo statystyczną ciekawostkę: pierwszy raz w historii kraj gospodarza Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej bombardował kraj uczestnika turnieju jeszcze w trakcie jego trwania, kiedy uczestnik wciąż jeszcze był w grze.
Ale segregacja rasowa i bombardowania to coś nad czym do porządku dziennego przejdzie każdy, twardo postulujący oddzielenie ukochanego sportu od polityki. Natomiast właśnie została przekroczona granica, której nie mogą ignorować już nawet dziennikarze piłkarscy. Donald Trump osobiście zaingerował w boiskowe rozstrzygnięcia. Na naszych oczach, w biały dzień, dokonuje się być może najbardziej obsceniczny i zuchwały* akt korupcji w historii piłki nożnej.
Pamiętam jak w zamierzchłych czasach korupcja w polskiej piłce była tematem rozgrzewającym media do czerwoności. Wtedy państwo nie mogło zaingerować w działania PZPN, bo groziło to zawieszeniem w strukturach FIFA i wykluczeniem z rozgrywek dla polskich drużyn. Wszystko w myśl idei rozdziału sportu od polityki, a tak naprawdę chodziło oczywiście o to, by FIFA (i podległy jej PZPN) zachowała swoją autonomię. Co oczywiście sprzyjało korupcji jako takiej i tworzeniu państwa w państwie. Być może sprzyjało nawet Czesławowi Michniewiczowi.
Tymczasem dzisiaj prezydent USA jednym telefonem do prezesa FIFA anuluje czerwoną kartkę dla amerykańskiego zawodnika. O tym, że taka decyzja jest efektem prezydenckiego telefonu pisze agencja Associated Press powołując się na anonimowe źródła. New York Times pisze o czterech osobach blisko sprawy. Nikt też specjalnie tego nie próbuje dementować. Ale nawet gdyby Trump zaprzeczał, to anulowanie bez żadnych nacisków czerwonej kartki za taki faul jakiego dopuścił się pochodzący z Nigerii amerykański napastnik i najlepszy strzelec USA na turnieju, Folarin Balogun byłoby… No dziwne. I podejrzane. Kompletnie od czapy.
Według NYT Trump w rozmowie telefonicznej z prezesem Infantino miał poruszyć kwestię Raphaela Clausa, brazylijskiego arbitra, który pokazał czerwoną kartkę Balogunowi w poprzednim meczu z Bośnią. Claus był rzekomo zamieszany w proceder ustawiania meczów w Brazylii. I choć nie udało mu się niczego udowodnić, Trumpowi wystarczył sam fakt, że kraj się zgadza. Zresztą nie od dziś fakty nie stoją na przeszkodzie amerykańskiemu prezydentowi.
Inny przytaczany argument jest taki, że sędzie najpierw nie widział przewinienia Amerykanina i o czerwonej kartce zdecydował dopiero dzięki powtórce video, a tak nie wolno. Co jest oczywistą bzdurą - sędziowie posiłkują się powtórkami regularnie, w ten sposób czerwoną kartkę otrzymał niedawno Anglik Jarell Quansah w meczu z Meksykiem.
Dziś w nocy Belgia gra ze Stanami w 1/8 finału Mistrzostw Świata i oczywiście Belgowie są oburzeni. Pewnie cały piłkarski świat będzie po ich stronie, a każde dotknięcie piłki przez Baloguna będzie kwitowane gwizdami, o ile na stadionie będzie odpowiednio duża grupa kibiców spoza USA.
Ja będę wtedy smacznie spał, ale najbardziej perwersyjna i mroczna część mnie chce, żeby USA przeszły dalej, najlepiej po ewidentnie podejrzanych decyzjach arbitrów.
Jak się bawić, to się bawić.
PS. Cristiano Ronaldo w eliminacjach do trwającego mundialu otrzymał karę zawieszenia, która skutkować miała absencją w dwóch pierwszych meczach turnieju. Kara została anulowana. Tutaj jednak nie trzeba było żadnej politycznej interwencji. Należy raczej zakładać, że Portugalczyk generuje na tyle dużą widownię i przychody, że przestrzeganie przepisów po prostu nikomu się nie opłaca.
/* - ale się nie upieram, na pewno znajdzie się godna konkurencja
Materiałów GilotynaTV i tekstów na tym blogu nie byłoby bez Waszego wsparcia. Dziękuję wszystkim Osobom Patronującym. Jeśli uważasz to co robię, za wartościowe, rozważ dołączenie do tego grona, możesz to zrobić na Patronite, na Patreon, lub wesprzeć moją działalność jednorazowo przez Tipply.



